30.1.21

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY 2020. 23 PRODUKTY, KTÓRE UŻYWAŁAM NAJCZĘŚCIEJ

Najwyższy czas na podsumowanie 2020 roku. W dzisiejszym wpisie znajdziecie 23 produkty, które stosowałam najczęściej. Jesteście gotowi na poznanie kosmetycznych perełek, gadżetów do stylizacji, które odmieniły moje włosy? 
Wiosną na Instagramie zaczęło pojawiać się  dużo filmików z Dyson Airwrap. Miałam coraz większą ochotę na ten wielofunkcyjny sprzęt. Obejrzałam chyba wszystkie recenzje na Youtube. Opinie były przeróżne. Nie chciałam podejmować pochopnych decyzji. Długo wstrzymywałam się z zakupem. Finalnie w lipcu stałam się szczęśliwą posiadaczką Airwrap. To był mój urodzinowy prezent. Pod tym linkiem znajdziecie materiał, który przekonał mnie do zakupu. No i nie mogę zapomnieć o mojej kochanej Ewie, która również przekonała mnie do tej inwestycji.  Za co uwielbiam ten sprzęt? Przede wszystkim za dużą oszczędność czasu. Mogę stylizować już wilgotne włosy. Za pomocą najgrubszych, cylindrycznych końcówek uzyskuję efekt uniesionych od nasady włosów, jakby ułożonych na szczotkę. Standardowymi stylizatorami z włosiem nie umiem tego robić. Dodatkowo stylizacja zajmuje dosłownie chwilę i mogę układać już lekko wilgotne włosy. Nie tracę czasu na całkowite wysuszenie + stylizowanie. Dodatkowo odkąd mam Dyson Airwrap, to po standardowe lokówki sięgam rzadko. Wiadomo, zależy jaki efekt chcę uzyskać. Za pomocą Airwrap uzyskujemy przede wszystkim większą objętość, piękne fale, szybszą stylizację i nie niszczymy tak włosów, ponieważ nie używamy wysokiej temperatury. Postaram się przygotować dla Was filmik z różnymi końcówkami, żebyście mogli zobaczyć, jaki efekt jesteście w stanie osiągnąć za pomocą tego cuda. 

Włosy – najlepsze gadżety do stylizacji 


Zacznę od sprzętów do włosów. Mam bzika na punkcie takich urządzeń. Dużo kupuję, testuję. Dzisiaj jednak pokażę Wam dwie rzeczy, które w 2020 spisały mi się najlepiej, czyli termoloki T3 oraz Dyson Airwrap. Pierwszą opcję  mogliście zobaczyć w marcu na moim IGTV. Nadal uważam, że to świetny produkt, jeśli lubicie efekt odbitych od nasady włosów, które wyglądają jak po wizycie u fryzjera. Chcecie większy skręt? Wybierzcie wałki z mniejszą średnicą. Ja na tyle uzależniłam się od Volumazing Hot Rollers T3, że używałam ich codziennie. Zabierałam je ze sobą wszędzie. Dodatkowo uwielbiam ich opakowanie w formie kosmetyczki, które jest bardzo praktyczne w podróży, a sam zestaw wałków prezentuje się ładnie na toaletce. Dodatkowo te termoloki udało mi się kupić w niższej cenie, miałam kupon rabatowy po wcześniejszych zakupach.


Makijaż – tego nie może u mnie zabraknąć 


Przechodzimy do makijażu. Czego używałam najczęściej w 2020? Jeśli miałam ochotę na lekki, świeży makijaż to sięgałam po The Radiant SkinTint SPF30 La Mer z filtrem albo po rozświetlający podkład Laura Mercier Flawless Lumiere Radiance Perfecting. Te produkty przy mojej mieszanej skórze spisują się świetnie. Kryją, co potrzeba i zapewniają efekt zdrowej skóry. 

Wiosną i latem odkryłam w końcu idealny podkład mineralny Bare Minerals Original, który spełniał swoje zadanie w 100%. Pod tym linkiem znajdziecie wideo z jego udziałem. Zazwyczaj aplikowałam pod niego krem koloryzujący Bare Minerals Complexion Rescue z filtrem

W tym roku niestety został wycofany mój ulubiony produkt do tuszowania cieni pod oczami od Clarins. Znalałam jednak godnego następcę korektor Bare Minerals BareSkin Complete Coverage Serum Concealer – to połączenie kryjącego korektora z serum przeciwstarzeniowym. Pięknie kryje, nie wysusza obszaru pod oczami. Jak dla mnie ideał! Zaznaczam, że ta część mojej twarzy jest naprawdę wymagająca.

Do utrwalania makijażu uwielbiam aplikować rozświetlający puder w kamieniu Laura Mercier Candleglow Sheer Perfecting. Na strefie T często lądował także nawilżający podkład w pudrze La Mer. Pięknie utrwala makijaż, wychodzi bosko na zdjęciach i nie tworzy efektu przesuszonej skóry na twarzy. Uwielbiam! 

Do grona moich hitów trafiła także paleta Hourglass Ambient™ Lighting Edit Mini Sculpture Unlocked. Za jej pomocą wykonturujecie, utrwalicie, rozświetlicie i dodacie świeżości skórze. Dodatkowo sam produkt jest wydajny, a pudry dają przepiękne luksusowe, wykończenie na twarzy. Pasują do jasnych, jak i opalonych karnacji. Wspominając o efekcie glow, nie mogę pominąć dwóch produktów. Piękny, zdrowy blask zapewniał mi rozświetlacz Bare Minerals Endless Glow Highlighter  w kolorze Free – niesamowita, jakby lekko mokra formuła.  No i jeszcze jeden hit, który stosuję do rozświetlania oraz makijażu oka – paleta rozświetlaczy Dior Backstage 002 Glitz.

Trzy kosmetyki, które używałam najczęściej do makijażu oka to Maskara Vamp! Sexy Lashes – robi efekt naprawdę mocnych rzęs. Mam już trzecie opakowanie. Na chwilę obecną ulubiony tusz Hourglass poszedł w odstawkę. Mój makijaż oka często ograniczał się do brązowego eyelinera Artdeco High Precision Liquid eyeliner 03 oraz Clinique Pretty Easy odcień brown. Dzięki nim cienką, subtelną kreskę wykonuję z łatwością. Mój must have w codziennym makijażu. 


Pielęgnacja - złuszczanie i nawilżanie. Produkty z efektem WOW


Przechodzimy do pielęgnacji. Pojawi się sporo produktów pod oczy. Mam bzika na punkcie dbania o ten obszar. W tym roku najbardziej przypadły mi do gustu trzy kosmetyki. O kremie Bobbi Brown Extra Eye Repair Cream już nawet nie wspominam – to mój hit od lat. O czym niejednokrotnie komunikowałam. W Perfumerii Douglas znajdziecie m.in. produkty marki the Ordinary. Kingabestia poleciła mi na Instagramie ich serum z kofeiną. Produkt kosztuje 37 zł, a działa cuda pod oczami. Pięknie wygładza, delikatnie rozjaśnia zasinienia, radzi sobie z opuchnięciami. Należy pamiętać, aby aplikować na serum krem pod oczy i nakładać je systematycznie. Naprawdę warto!  

Produkt od marki Collistar poznałam kilka lat temu. Kwas hialuronowy i peptydy zamknięte w małej tubce potrafią zdziałać cuda. Serum pod oczy Collistar ma żelową formułę. Pięknie napina i wygładza skórę pod oczami. W zeszłym roku ponownie wróciłam do tego produktu. Bardzo lubię stosować je pod makijaż. Żel szybko się wchłania. Polecam trzymać tubkę w lodówce, jeśli chcecie zapewnić swoim oczom ulgę, szczególnie rano.

 


Kolejny produkt pod oczy to koncentrat D'ALCHEMY. Również uwielbiam stosować go pod makijaż. To bogata formuła, która błyskawicznie się wchłania i pozostawia delikatny efekt matu, wygładzając drobne linie i zmarszczki.  

Krem HaruHaru Black Rice Hyauluronic Cream uwielbiam stosować, kiedy moja skóra się przesusza i potrzebuje dobrej dawki nawilżenia. Zimą świetnie sprawdza się pod makijaż. O tej porze roku zazwyczaj sięgam po bogatsze formuły. 

Krem myjący Clinique take the day off uwielbiam używać do dwuetapowego oczyszczania. Ten produkt rozpuści nawet wodoodporny makijaż. Jest w formie gęstego balsamu, a w kontakcie ze skórą zamienia w oleistą formułę. 

Jak już jesteśmy przy oczyszczaniu, to nie może zabraknąć produktów złuszczających, które są podstawą mojej pielęgnacji. Zacznę od maski peelingującej na bazie kwasów Ecooking. Efekt WOW widoczny jest już po jednym zastosowaniu. Najlepiej aplikować ją na wieczór, ponieważ skóra może być lekko zaczerwieniona. Oprócz kwasu mlekowego, glikolowego zawiera również kwas salicylowy, który dogłębniej oczyszcza skórę, usuwając zaskórniki. Ja jestem od tego produktu uzależniona. 

WAŻNE! Przy codziennej pielęgnacji nie możemy zapominać o aplikacji filtrów. Szczególnie podczas używania produktów złuszczających.  

Pianka rozświetlająco - wygładzająca z kwasami AHA dr.brandt – kolejny ulubieniec. Czasami pozwalałam sobie na odrobinę luksusu, jak na drugi dzień moja cera musiała wyglądać świetnie. Zużyłam do ostatniej kropli. Piankę aplikowałam zazwyczaj przed snem, szczególnie kiedy nie miałam za dużo czasu na pielęgnację. Jak używałam tego produktu? Nakładałam krem, po chwili zaczynała tworzyć się piana. Po minucie usuwałam produkt dołączoną do zestawu szpatułką i resztę kosmetyku wcierałam w skórę. Następnie szybko mogłam przejść do stałej, wieczornej pielęgnacji. Efekt? Oczyszczona, rozświetlona skóra jak po świetnym zabiegu.  

Serum z kwasem glikolowym Collistar stosowałam najczęściej na noc. Ma działania złuszczające, pomaga pozbyć się martwego naskórka, dzięki czemu koloryt naszej skóry zostaje ujednolicony, a pory delikatnie się zmniejszają. Kosmetyk najlepiej stosować przez miesiąc. Po takiej kuracji należy zrobić sobie minimum miesiąc przerwy. 

To już wszystkie moje ulubione produkty z 2020 roku, które znajdziecie w Douglas. Muszę przyznać, że wybór nie był prosty. Koniecznie dajcie znać, jakie są Wasze kosmetyczne odkrycia. 

Patronem dzisiejszego wpisu jest Perfumeria Douglas. Część rzeczy zamieszczonych we wpisie kupiłam sama. Niektóre produkty zamieszczone w artykule pochodzą z paczek PR. 

2 komentarze